Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Testament Mój - Analiza utworu

Wiersz nawiązuje do tradycji testamentu - spisania swych przemyśleń i ostatniej woli. Monolog podmiotu lirycznego jest zwrotem ku jego przyjaciołom, przyszłym pokoleniom i w ogóle ludzkości, z którą „żył, cierpiał i płakał”.


Utwór został podzielony na dziesięć czterowersowych strof. W ich pierwszej części Słowacki mówi o swym dotychczasowym życiu, przeczuwając zbliżającą się śmierć. Podkreśla, że zawsze był mocno związany z ludźmi, czuł się jakby ich bratem. Każdy, kto odznaczał się szlachetnością czynów i charakteru, był mu szczególnie bliski.


Poeta spadkobiercą swego pisarskiego dorobku czyni przyszłe pokolenia, jako że sam „nie zostawił żadnego dziedzica/ Ani dla (…) lutni – ani dla imienia”. Wie, że jego imię „(…) będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia”, bo wszystko, co powiedział, miało wyjątkową wagę. Jednocześnie prosi przyjaciół, by zachowali jego dobre imię. Podkreśla, że zawsze wiernie służył ojczyźnie: „A póki okręt walczył siedziałem na maszcie,/ A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę...” Przeżył w niej i dla niej swoją młodość, nie oczekując za to żadnych zaszczytów. Obawia się jednak pomówień i niezrozumienia, którego tak często doznawał za życia i dlatego tak ważna staje się jego prośba o prostowanie niepewnych kwestii:  „przyzna kto szlachetny,/ Że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,/ Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny”.


Podmiot liryczny wydaje również jasne dyspozycje co do pogrzebu. Marzy mu się, aby zgromadziły się na nim bliskie mu osoby. Żąda, by jego ciało zostało spalone, a prochy-oddane matce. Jest to jedyne, co może dla niej zrobić. Cenił bardzo szczerą przyjaźń i wie, że ukochane osoby będą za nim tęsknić. Radzi „zapić pogrzeb – oraz własną biedę”. Nie ma pojęcia, co czeka go po śmierci, ma jednak nadzieję na bożą łaskę.


Słowacki apeluje do bliskich, by jego praca pisarza nie poszła na marne. Po jego śmierci to oni będą musieli przejąć „oświaty kaganek”, wskazać narodowi nową drogę; a kiedy przyjdzie potrzeba - muszą walczyć o ojczyznę, nawet ryzykując życiem. Poeta podkreśla, że ludzki żywot jest nieistotny wobec wieczności - człowiek jest tylko „kamieniem przez Boga rzucanym na szaniec”.


W ostatniej części utworu podmiot liryczny jeszcze raz podkreśla, jak bardzo odczuł w życiu niechęć innych ludzi. Teraz również nie spodziewa się łez i splendoru. Czuje się trochę pokrzywdzony, ale twierdzi, że swoją „pokutę”  odbył z pokorą: „Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę/ I zgodziłem się tu mieć - niepłakaną trumnę”. Mówi o swej cichej misji, jaką było dla niego prowadzenie narodu. Zadanie to przyjmował jednak ze spokojem, nie mając nadziei na jakikolwiek objaw docenienia.
Ostatnia, dziesiąta strofa jest jednak pełną dumy zapowiedzią tryumfu poety. Zdaje on sobie sprawę z potęgi swojej poezji. Wie, że „siła fatalna”, którą posiadał i zostawił w swej pracy, będzie ich „gniotła niewidzialna,/ Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi”. Jest to zapowiedź przyszłego zwycięstwa pisarza nad życiem i śmiercią.